piątek, 30 czerwca 2017

Kartki na Boże Narodzenie - czerwiec

Witam cieplutko.
 Proszę państwa oto miś. Miś jest bardzo dziwny dziś... A nie, to nie miś, ptaszęcie to dziś. Dziwne wyjątkowo, to nie podlega dyskusji. Ptaszor na kartce w zabawie u Uli.
Dziwoląg straszny, podobnie jak i cała karteczka.
Nie szło gigantycznie od początku. Poczytuję tę karteczkę za astronomiczną pomyłkę. Trudno. I takie bywają. Obrazek haftowany wg wzoru niezawodnej V. Enginger. Tym razem raczej się nie sprawdził. Wyszywało się pod górkę i takim już pozostał. Gotowy od trzech tygodni nie pozwolił się sensownie zagospodarować...
Pozdrawiam cieplutko i życzę spokojnych słonecznych dni...

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Wolność!!! - zakrzyknęła matka z pierwszego rana plus kartka dziękczynna

Wolność od mozolnego skoro świt codziennego wstawania!
Witam cieplutko i serdecznie.
Na sam najpierwszy pierw będę się chwalić! (będzie dłuuugo)...
Dumna matka jestem! co tam dumna, przedumna matka jestem! Dziecki zakończyły rok szkolny śpiewająco na wysokich A. Syn przytargał garść wszelkich naukowych dyplomów i upragniony (ostatni fizycznie dyplom, gdyż "polskich" świadectw w starszych szkołach na tutejszych wsiach nie ma) ten z "czerwonym paskiem". Godny tym bardziej, że jeden z czterech w klasie na 30 zaangażowanych uczniów... Od września rozpoczyna przygodę z gimnazjum
Taka karteczkę dziecku młodszemu przygotowałam dla pani najukochańszej:
Kachna na solidnych A jechała cały rok. A nowa to szkoła była, liceum, acz nie miejskie, przydomowe. Do "akademii" się dostała (jedyne tu szkolne egzaminy wstępne; nigdy wcześniej i nigdy później. Sama szkoła ma rozszerzony materiał nauczania, większe wymagania, dodatkowe punkty na uczelnie wyższą i z założenia wyższy poziom niż przeciętne miejskie liceum; troszkę strachu było. Do szkoły dziecko codziennie kolebało się busem ok 40 minut autostradą w jedną stronę oczywiście). Akademickie kursy okazały się nie być takie straszne.  Testy końcowe zaliczone booosko; najlepsze na roku wyniki  z trzech przedmiotów
 - biologia, historia i angielski. Certyfikat najlepszego studenta na roku z hiszpańskiego! 
Hip, hip huuuura!
Dla wyjaśnienia: w liceum tutejszym obowiązkowo na koniec roku pisze się testy sprawdzające z każdego przedmiotu. Kasia takie testy pisała już w gimnazjum, acz nie każde miasto je ma. W nowej szkole egzaminy były na poziomie akademickim. Po 200-250 pytań z każdego przedmiotu, ogrom wiedzy do sprzedania.  Przez 5 dni pisali po dwa egzaminy dziennie.
Dumna jest Ona z siebie, choć uczciwie przyznaje, że dała z siebie ledwie jakieś 65%. Mogła napisać znacznie lepiej. Z każdego egzaminu dostała A. To jest ważne. Punkty z tych egzaminów liczą się do college.
Zatem dziecko pierwszy rok licealny zaliczyło pięknie! No i była wyczytana publicznie  w audytorium i wywołana po swój certyfikat, a większość ogromna jej koleżanek i kolegów nie! Nawet ci znacznie bardziej pracowici uczniowie i "zdolniejsi" też nie! Brawo Kasia!
Puszę się teraz jak paw. Ło matko jakież cudnie zdolne dzieci mam. I niestety mimo wakacji pracować będą nadal. Przed nami prace wakacyjne. Synek - angielski i matematyka. Córa - angielski, historia, chemia i hiszpański. Dziecki robią, ja robię też - za straszaka i naganiacza. Się musiałam zobowiązać...
Co to takiego te prace?! Przygotowanie się do przedmiotu. Z tego jest ocena i lepiej się nie wykpiwać. Nic trudnego, jednak czas konieczny i niezbędny. Książki do przeczytania, projekty, zadania. Kasia z chemii dostała się na tzw. AP. Żeby rozwiązać otrzymane zadania, musi samodzielnie przepracować podstawowy kurs chemii. Z hiszpańskiego postanowiła przeskoczyć kurs wyżej. We wrześniu przystąpi do testu sprawdzającego. Zatem ma dwa miesiące na opanowanie materiału z miesięcy 10-ciu. Dziś już zaczęła pracować. 
Dodatkowo dziecko stara się wypracować jak najwięcej godzin wolontariatowych, nie chce tego zostawiać na 12 klasę.
I na samiuśki koniec wyjaśnienie jakaż to wolnoć na mnie spływa?! Otóż nie muszę skoro świt się zrywać. Dla mnie typu sowiego pobudki przed 6.00 rano to mordęga i niesprawiedliwość dziejowa. A wstawać trzeba było, by dziecko na 7.00 (autobus) do szkoły wyrychtować. Teraz sobie się wylegiwać mogę i do 7.10, a co... 
Komu cierpliwości starczyło i do końca doczytał, ten już to i tamto wie. 
Pozdrawiam cieplutko i wakacyjnie                            

środa, 31 maja 2017

Zimowa, kartkowa zabawa u Uli

Witam cieplutko, letnio, wakacyjnie niemal. Dziś kolejna odsłona zabawy u Uli. Karteczki na Boże Narodzenie. Tym razem tematem przewodnim było serce... Niby łatwe, lekkie i przyjemne, ale...
Jakoś udało się wybrnąć z tego zadania. Mam nadzieję, że serducha widać. Malusie one i poukrywane. Na pierwszym planie oczywiście haft we. projektu V. Enginger. Napaciane strasznie. Powiedzmy, że chodziło o zimowy klimat...
Czas na prezentację nieporadną...:
 
Zielono mi, czerwono mi i serduszkowo mi szalenie.

Pozdrawiam cieplutko, życzę dobrego, uśmiechniętego czasu

poniedziałek, 8 maja 2017

Zatrzymane w czasie...

 Witam cieplutko. Wzięło mnie na vintage. Obrazek naczelny już znany. Tym razem w poziomie i na zielono. I oczywiście w celach własnych jak najbardziej prywatnych. Nabyłam wykrojniki listowe wszelkiej minimalnej maści i niczym szaleniec cięłam, dokładałam, wzdychałam i chce mi się jeszcze i jeszcze, i jeszcze...
W amoku liściastym będący, nie pomyślałam o wysokości kwiatów. Papierowe one, wyrób własny. Niestety papier marnej jakości - po zmoczeniu i wyschnięciu zachowuje się jak granit. Żadna poczta mi tego nie przyjmie. Żadna tutejsza. Niestety przyjdzie zmiażdżyć je i udać, że taki efekt był zaplanowany...
Karteczka z wkładką jest. Może ona za zakładkę do książki robić... np... Acz nie jest idealnie płaska. Kilka warstw posiada i dodatkowo klejenie na ciepło, co daje właściwie jeszcze jeden poziom...

Naciapałam, napaciałam. Mam nadzieję, że się spodoba. Są przytłumione kolory, są koraliki, perełki, wstążeczki, tasiemki, . Dla ważnej to Osoby.
Pozdrawiam serdecznie. Pięknie dziękuję za wszystkie ciepłe słowa dotyczące minionych prac. Życzę dobrego, ciepłego tygodnia (o śniegu to bujda!)

ps. kolory przefałszowane w większości, najbliższe rzeczywistości jest ostatnie zdjęcie...

czwartek, 4 maja 2017

Wiosna, lato czy też zima...

Witam cieplutko. Za oknem roześmiane słońce. Wiaterek delikatnie porusza listowiem. Powietrze rześkie, nader przyjemne dziś. Krótko mówiąc - bajka. Idealny niemal czas na odpoczynek; spokojny, leniwy, rodzinny. Niestety, życie wzywa i kaprysi. Kapryszą również dzieci. Aura przypomina wakacyjną, ciężko skupić się na zajęciach. Córka licealistka jako jedyny pozytyw obecnej pogody (od dawien się utrzymującej) uważa obiady szkolne na łonie tak zwanym. Kto żyw w czasie przerwy (40 minut) wybiega na zewnątrz. Teren campusu jest dość rozległy i miękko trawiasty. Są ławeczki, stoliczki, stawik z wodospadem. Młodzież ucieka na powietrze. Dziewczyny mają dyżurny kocyk, rozkładają się leniwie, na chmurki się zapatrzywszy. Dobry, leniwy czas. Czekam na zdjęcie kolorowej młodzieży...
Sama, by gorąco oszukać, chwyciłam za kolejny  miniaturowy obrazek Veronique Enginger.
Pozdrawiam cieplutko, 
wdzięcznie dziękuję za wszystkie miłe, ciepłe słowa związane z ostatnia pracą.
Życzę dobrych, uśmiechniętych chwil.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Kartki na Boże Narodzenie

Witam cieplutko. Dziś w pełni wiosennego lata czy też letniej wiosny zimowa karteczka na zabawę u Uli. Tym razem praca z mapką. Moja marna interpretacja z przepięknym (ta skromność...) haftem projektu V. Enginger...
Papier podstawowy jest turkusowy; i takie magiczne turkusy w duszy mi obecnie grają.
Pozdrawiam cieplutko, 
życzę pięknej pogody na majowe święta i wielu uroczych chwil...

piątek, 28 kwietnia 2017

Wiosenne zauroczenie

Witam cieplutko, słonecznie, sennie i wciąż jeszcze pastelowo. U nas ciąg dalszy lata. Temperatury równikowe. Stroje kąpielowe przygotowane, na majówkę wyruszamy nad ocean. Tylko czy sił starczy...
Wdzięcznie dziękuję za słowa miłe, pochwalne  z karteczką retro związane. Czy się zamawiającej podobały, wciąż nie wiem. Nic to jednak. Dziś kolejna porcja pasteli. Te wciąż królują za oknem. Taką wiosnę kolorystyczną lubię najbardziej. Delikatną, świeżą, nieśmiałą...
Zauroczyły mnie te "śliwo-wiśnie" czy też inne delikatne. Przechodzę pod nimi każdego dnia wracając z pracy. Ciężkie "gronka" już na przekwitnięciu... Na ostatnią chwilę pękatego różu załapał się fruwający nieborak. Początek nowej pracy malusiej...
Pozdrawiam cieplutko i wdzięcznie